środa, 6 sierpnia 2014

3.

Za każdym razem gdy posprzątam pokój, nawiedza mnie smutek. Momentami przygłusza go  bałaganiarska duma, ale kiedy sprzątanie nieszczęśliwie zgra się w czasie z jakimś nieprzyjemnym zdarzeniem, skutki potrafią mnie kompletnie zdominować. Tak jak i dziś. Zaczęłam od łóżka, a właściwie wersalki. Zgarnęłam stos książek i papierów, piętro niżej, prosto na podłogę, tworząc z nich bezkształtną spójną masę gotową do transportu. Potem złapałam wijące się po kanapie kable i przestawiłam lampkę nocną z oparcia na kaloryfer. Aparat, ebook, gazety i ulotki wylądowały na małym krzesełku, a wszystkie kosmetyki wyemigrowały do łazienki, o dziwo bez postoju na regale obok drzwi. W końcu wyjęłam ożywione resztki jedzenia i kubki. (mam taki zwyczaj spania w delikatnym nieładzie.) Każdą kolejną część pomieszczenia traktowałam w sposób analogiczny, w towarzystwie bezkształtnej, koczowniczej kupy sunącej od miejsca do miejsca. Po litanii skomplikowanych kucnięć, pokłonów i westchnień, spojrzałam na dzieło bardzo przychylnie.  Niestety, efekt samozadowolenia, jak zawsze, utrzymał się do kilku oglądnięć pokoju. Potem narcyzm przeszedł  w niepokój, niepokój wniesiony przez nadmiar porządku. Odniosłam wtedy wrażenie, że do momentu, kiedy moją przestrzeń ogarniał bałagan, była ona uosobieniem dynamiki, działania. Moje życie było pełne.  A teraz jest takie … no puste. Zaraz potem dopadła mnie jeszcze gorsza myśl. Dotąd sens nadawała im kupa bezużytecznych, losowych śmieci. Sprzątnięcie ich z kanapy, biurka i kredensów, zdarło z niego płaszczyk pozorów; tani, plastikowy, kolorowy płaszczyk pozorów, pozostawiając je kompletnie nagie, w negliżu, a do tego - negligé (czyt. Negliże, czyli zaniedbane, Słodki Jezu!)! W takich chwilach człowiek gotowy jest podjąć najważniejsze decyzje, dokonać dramatycznych zmian. Tak i ja, przysięgłam wszem i wobec nigdy więcej nie sprzątać pokoju. 

1 komentarz:

  1. Idealnie podsumowane, myślę że Chujowa Pani Domu też by się zgodziła ;)
    CZEKAM NA WIĘCEJ!

    OdpowiedzUsuń