środa, 6 sierpnia 2014

2.

Posłowie PiS od kilku lat przejawiają interesującą tendencję językową. Nie jest ona zabawna ani szczególnie rażąca, ale uważnego słuchacza skłania do refleksji, upierdliwca do przewrotnych wniosków. W kolejnym wywiadzie dotyczącym katastrofy smoleńskiej padł epitet „świętej pamięci Lech Kaczyński”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wręcz przeciwnie - zachowanie godne naśladowania, gdyby pełni szacunku politycy było skłonni w podobny sposób wyrażać się także o innych ofiarach. Bo kiedy „świętej pamięci” jest były prezydent, to niestety każda inna postać tego zaszczytu nie dostępuje (zostając spychana na margines pamięci sprofanowanej? (No chyba tak). Idąc tym tropem, od razu w mojej głowie powstaje postulat powszechnej równości wśród zmarłych, konsekwentnego wspominania nieboszczyków z równą czcią. Zmiany wprowadzajmy na dużą skalę. Nie wyobrażam sobie żeby w jakimś podręczniku od historii widniał ogołocony ze „świętej pamięci” Bolesław Chrobry lub Jan Ursyn Niemcewicz. Co to za różnica czy zgon nastąpił 4 czy 1000 lat temu? Czy była to katastrofa, zamach, choroba czy samobójstwo? Według średniowiecznego danse macabre, wszyscy jesteśmy wobec wieczności, więc po co te wyróżnienia? W tym momencie z głowy wylewają się wszystkie znane mi śmiertelne slogany i nawołują do zaprzestania sporów doczesnych. Szkoda, że tylko mi, a niekoniecznie bohaterom wPISu…. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz